Franciszek Żmurko - Przeszłość grzesznika
Z racji tego, że nie znam lepszej (pod względem spójności tak teorii jak i praktyki) wizji człowieka zintegrowanego, od tej jaką wypracował swoją tradycją Kościół Katolicki, posłużę się jego dorobkiem. Przede wszystkim z uwagi na związane z nim pojęcie "godności osoby ludzkiej", jako niezbywalnego i niezależnego prawa z racji samego istnienia, często wbrew różnym interesom które wolałyby sprowadzić człowieka do rangi przedmiotu (klienta/petenta/konsumenta). Zapraszając w ten sposób do specyficznego rodzaju wspólnoty, dzieci bożych, nawet wtedy, kiedy wokół siebie i sobie samemu, robi człowiek (niczym dziecko właśnie) mnóstwo szkody, a w konsekwencji zostaje przez świat odrzucony, lub w inny sposób pozostawiony samemu sobie z tym co świat go "nauczył". Do wspólnoty nadzieji... bo tym jest Kościół. Dostępnej każdemu, kto w jakimś momencie swojego życia przyznaje, że jego dotychczasowy sposób "reakcji" na rzeczywistość, był po prostu dla niego samego (i dla innych) szkodliwy. Dlatego na początek fragment owej "doktryny" (z listu św. Pawła do Efezjan):
...Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich - w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym.
W Nim mamy odkupienie przez Jego krew - odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski. Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia, przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi...
Bez dopuszczenia do świadomości tego, co o naszym pochodzeniu Paweł pisze, samo rozpoznanie zjawisk jakie mają w nas miejsce nie pomoże nam się nimi skutecznie zająć. Kultywowanie "wiary" wyłącznie we "własne siły", prędzej czy później zakończy się obnażeniem ile są warte - rozczarowaniem sobą. Nawet znaczne postępy w dyscyplinie czy ascezie (której celem nie jest hartowanie siły ale świadomość własnej słabości i szukanie dla niej oparcia w Bogu), zwłaszcza bez miary, oparte wyłącznie na "szlachetnym uporze", a zwłaszcza ambicji udowodnienia "czegoś" sobie i innym, w pewnym momencie zamieniają się w ciężar nie do udźwignięcia, a im wyżej człowiek swój tron postawi, i zapatrzy się w obraz o sobie, tym boleśniejszy będzie upadek. Na co przykładów, jeśli nie w swoim życiu, to u innych ludzi (zwłaszcza tych co zaznali tego szoku i teraz lojalnie ostrzegają) jest całe mnóstwo.
Nic tak bowiem nie zmusza do głębszej refleksji, nad tym co się do tej pory "znało" tylko z lektury, jak doświadczenie "teorii" na własnej skórze. Stąd zaplanowałem cykl notek, mających w jakimś stopniu uporządkować nabytą, a do tej pory jakoś chaotycznie i po łebkach traktowaną, wiedzę. Zacznę od identyfikacji przeciwnika tytułowego człowieka zintegrowanego (ergo "szczęśliwego"), czyli "czegoś" co ten stan (życia) zakłóca. To znaczy doprowadza do specyficznego rozdarcia (poczucia nieszczęścia).
Wszystko co myślimy/robimy, co się z nami dzieje (w wielu wymiarach tego co nazywamy życiem) jest reakcją/odpowiedzią na bodźce działające na nas bezustannie z zewnątrz i od środka. Jest to prosta konsekwencja naszego istnienia jako osób fizycznych, ale zwłaszcza duchowych (świadomych swego istnienia) bo to "w głowie" (a raczej w sercu) rozgrywa się wszystko... Zaczyna się od tzw. "myśli". Czasem ledwo zauważalnej (podświadomej lub nieświadomej) ale zawsze mającej "miejsce". Której albo pozwalamy się zagnieździć, i zaczynamy z nią "flirtować", albo natychmiast po rozpoznaniu odrzucamy.
Oto o. Szymon Hiżycki i fragmenty jego książki "Pomiędzy grzechem a myślą" którą z początku planowałem cytować w odcinkach, ale z racji na to że można ją sobie kupić (warta jest tego, a "robotnik swojej zapłaty"), to wykorzystałem fragmenty już dostępne w internecie, uzupełniając je w niektórych miejscach cytatami o Włodzimierza Zatorskiego, oraz własnym krótkim rozwinięciem (w nawiasie):
"...Ewagriusz mówi o ośmiu złych myślach, czyli – innymi słowy – o ośmiu złych sposobach życia; mówi o tym, że nasze problemy, niejednokrotnie poważne, można rozwiązać na osiem złych sposobów. Pontyjczyk nie twierdzi, że to, czym zajmuje się zła myśl, jest nieistotne; mówi że to, w jaki sposób myśl rozwiązuje pewien problem, jest obciążone błędem..." (sugestii, autosugestii, mniemania, projekcji, domysłów, plotek, obmowy - na podstawie szczątkowej wiedzy o rzeczywistości, lub wprost z niechęci poznania prawdy, ze względu na jej "bolesność" dla własnego JA, stąd często widzimy w drugim człowieku, który próbuje do nas dotrzeć w prawdzie, agresora i wroga. Z drugiej strony jest pragnienie wiedzy w postaci pewności drugiej osoby, zupełnie nierealne do osiągnięcia, prowadzące do...patrz początek nawiasu)
"...Osią nauki nie jest walka z pojedynczymi złymi uczynkami, lecz refleksja nad tym, co jest ich przyczyną (...) Jest w sumie osiem głównych [złych] myśli, do których sprowadza się każda [grzeszna] myśl. Pierwsza jest myśl o obżarstwie, a po niej – o nieczystości. Trzecia jest [namową do] chciwości, czwarta – smutku, piąta – gniewu, szósta – acedii, siódma – próżnej chwały, ósma – pychy. Czy owe myśli dręczą naszą duszę, czy nie, to nie zależy od nas. Ale czy trwają, czy nie, czy wzniecają, czy też nie wzniecają namiętności, to zależy od nas..." (Żeby myśl została i rozwinęła się w coś więcej, musimy jej nadać jakieś ważne dla nas znaczenie. Pierwsze trzy mają naturę agresywną, kolejne trzy są pewnego rodzaju "wycofaniem", ostatnie dwie pojawiają się kiedy poprzednie zostaną przez nas pokonane, jako efekt zachłyśnięcia się "sukcesem")
Obżarstwo
"...Ci, którzy ulegają myśli obżarstwa, postrzegają świat, w którym żyją, jako wielką potrawę do spożycia. Świat nie jest dla nich pomocą w drodze do zbawienia, znakiem istnienia Pana Boga, ale raczej rzeczą, którą muszą skonsumować, czymś, co im się należy i może być przez nich słusznie „zjedzone”; słowem, to ludzie zawsze nienasyceni, niemający nigdy dość (...) Sądzę, że można mówić zarówno o obżarstwie w sensie dosłownym, tak jak rozumiemy je intuicyjnie, jak również o obżarstwie duchowym, opisanym przez św. Jana od Krzyża, gdy człowiek zainteresowany jest jedynie doznaniami duchowymi, nie zaś samym Bogiem; pragnie wizji, uczucia słodyczy płynącej z modlitwy (…) Istnieje również obżarstwo emocjonalne, gdy od innych ludzi oczekujemy jedynie uznania, poklasku, nigdy nie jest nam dosyć pochwał, jacy to jesteśmy znakomici, szczególni. To rabunkowe podejście do rzeczywistości; to nastawienie, które każe nam szukać jedynie sposobów na zaspokojenie chorych pragnień zrodzonych z naszych kompleksów i naszych zranień. Zawiera się w tym wielkie niebezpieczeństwo – takie obżarstwo prowadzi do zupełnej dewastacji życia na wszystkich jego poziomach. Osoba ulegająca złej myśli obżarstwa to ktoś niezdolny do rezygnacji z czegokolwiek, człowiek pozbawiony umiejętności wyrzeczenia..."
Nieczystość
"...jeżeli świata używamy w sposób czysto hedonistyczny, jeśli traktujemy go tylko jako potrawę do zjedzenia i środek do zaspokojenia moich pożądań, to nic dziwnego, że w podobny sposób będziemy traktować innych ludzi (...) Człowiek wskutek uwikłania się w tę myśl przestaje patrzeć na drugiego człowieka jak na kogoś, kogo można obdarzyć miłością, zaufaniem, przyjaźnią, a coraz bardziej zaczyna widzieć go i traktować jako przedmiot. Coraz bardziej zaczyna postrzegać go jako obiekt, który należy zdobyć i sobie podporządkować (uzależnić...) istotnym elementem nieczystości, analogicznie jak to ma miejsce w przypadku obżarstwa, jest nierealność pragnień i spędzanie dużej ilości czasu w sferze marzeń (...) Hodowanie w sobie niezaspokajalnych, bo nierealnych pragnień względem innych ludzi. O ile obżarstwo kusi nas wspomnieniami przeszłości, o tyle nieczystość chce nam pokazać, często na podstawie doświadczeń z przeszłości, możliwe doznania, które są na wyciągnięcie ręki (...) Nic dziwnego, że prowadzi to prosto do frustracji i smutku. (...) Nieczystością wbrew pozorom nie są zagrożeni głównie ludzie młodzi, ale przede wszystkim ci, którzy zaczynają odczuwać swoje życie jako coś, co coraz bardziej przecieka im między palcami – oto teraz ostatnia chwila, aby można było czegoś zaznać. Tykający głośno zegar – tak chyba trzeba wyobrazić sobie nieczystość. Wszystko to prowadzi do szybkiej utraty rozsądku i podejmowania decyzji na zasadach impulsu – popędu biologicznego..." (nieczyste i nieszczerze, wyobrażenia i traktowanie, siebie i innych)
Chciwość
"...jest syntezą dwóch poprzednich.Człowiek traktujący świat jako przedmiot, który musi wziąć w swoje posiadanie, oraz pod zgubnym wpływem demona nieczystości odnoszący się do innych ludzi w podobny sposób, ostatecznie zostaje opanowany przez nieumiarkowaną potrzebę posiadania: staje się studnią bez dna, czyli kimś, kto ma potrzeby nie do zaspokojenia, kto nigdy nie jest nasycony, kto jest szarpany ciągłym niepokojem. Chciwy nie uważa, że jego potrzeby nie mogą być zaspokojone na tym świecie, bo to jest cecha chrześcijanina, ale zachowuje się tak, jak gdyby jego głód musiał być zaspokojony tu i teraz – i to za wszelką cenę, po trupach. To jest ten moment, kiedy człowiek zaczyna tracić nad sobą kontrolę i nie potrafi wyznaczyć sobie granic. Tu nie chodzi o to, że kolejne pragnienia chciwca nie są zaspokajane. Chodzi raczej o to, że każde spełnione pożądanie niczym lokaj otwiera drzwi kolejnemu, jeszcze mocniejszemu pragnieniu, to z kolei następnemu itd. (...) w pewnym momencie osoba opanowana przez chciwość dochodzi do wniosku, że to, czego pożąda, nie jest uchwytne. Raz że nie może tego dostać, a dwa – zdaje sobie sprawę, że po pożarciu jednej rzeczy natychmiast rodzi się w nim pożądanie kolejnej; złe myśli są jak rak, który się w nim rozrasta, który prowadzi go, jak mówi Ewagriusz, aż do granic obłędu."
Gniew
"...Zaczyna wzbierać w nas niechęć w stosunku do innych ludzi za to, że nie chcą nam się podporządkować, złość wobec świata, w którym żyjemy, że nie jest taki, jaki powinien być, wzbiera w nas złość na Pana Boga, że nie daje nam tego, czego potrzebujemy, złość na nas samych, że nie jesteśmy w stanie sobie poradzić z naszym życiem. (...) Ta zła myśl zaślepia, nie pozwala obiektywnie ocenić rzeczywistości i popycha nas do działań jak najbardziej irracjonalnych, które mają nas doprowadzić do zdobycia tego, czego najbardziej pożądamy lub do zniszczenia tego, czego posiąść nie możemy (...) Gniew nie jest stanem emocjonalnym - to, że się denerwuję na dziecko, które znów źle się zachowuje w szkole, nie jest gniewem w tym znaczeniu, jakie tej myśli nadaje Ewagriusz. Ulec myśli gniewu to znaczy świadomie hodować w sobie pragnienie zemsty za doznaną krzywdę, odmawiać pojednania z kimś, kto nas skrzywdził, uparcie rozważać doznane od innych zło. Z gniewem łączy się pogarda dla innych i niechęć do zajmowania się sprawami innych (...) spośród wszystkich złych myśli właśnie myśl gniewu najbardziej upodabnia człowieka do demona. To zaskakujące: może sądziliśmy, że bardziej demoniczne są nienawiść lub nieczystość, ale nie gniew. Ewagriusz mówi, że ten, kto ulega demonowi gniewu, jest podobny do tego, kto chce widzieć, ale wydłubuje sobie oczy własnoręcznie żelaznym kolcem..." (to dlatego w gniewie, z chęci rewanżu za to że ktoś nie chce się nam podporządkować, walimy czym popadnie, na oślep, często nieproporcjonalnie do wagi problemu/sytuacji, co po minięciu gniewu często sami reflektujemy. Więc to nie jest tak do końca że gniew ukazuje "nasze prawdziwe oblicze")
"...Gniew rozbija więź wspólnotową „ja – ty”, ustalając relacje w kategoriach „ja – on/ona”, obcości w stosunku do „krzywdziciela”. Taką relację może uzdrowić jedynie przebaczenie dokonane we wnętrzu serca i przez to przywracające miłość. Bez owego przebaczenia nie ma żadnego sensu asceza i największe nawet wyrzeczenia. Bez łagodności i miłosierdzia okazywanego bliźnim duchowe wysiłki nie dają nam bliskości Boga..." (Włodzimierz Zatorski OSB)
Smutek
"...z jednej strony jest jakby dzieckiem gniewu, a z drugiej strony jest dzieckiem naszych dawnych, mniej lub bardziej określonych, niespełnionych pragnień i na tle wyrastającej z tej kondycji frustracji (...) człowiek dostrzega, że ten impet jego pięści, ta siła jego gniewu, jego sprzeciwu, ta złość na innych ludzi, którzy zawiedli jego oczekiwania, wcześniej czy później się kończy. Wypala się to paliwo, ta energia, którą człowiek miał, gdy eksplodował gniewem na kogoś – i to przeradza się w smutek, czyli powoli narastającą, pogłębiającą się frustrację, rezygnację (...) Pokazuje świat jako pewnego rodzaju beznadzieję, jako rzecz, która przynosi generalnie tylko zawód, ludzi, którzy nie dają radości, raczej tylko wykorzystują.
I zachęca do tego, aby człowiek absolutnie się wycofał, poddał, opuścił głowę i przestał walczyć, dlatego że świat jest pełen nikczemności i nie ma już żadnej nadziei.
Czy w ogóle myśleliśmy o tym, że smutek również może być przyczyną winy moralnej, że smutek również może nieść spustoszenie w życiu, nie tylko naszym, ale i innych ludzi?"
"...Wszystko, co było poprzednio, wydaje się wspanialsze, bardziej autentyczne. Kiedy demon smutku zauważa, że te myśli działają i człowiek znajduje w nich upodobanie, wówczas dopiero pogrąża człowieka w smutku, gdyż w porównaniu z nimi obecna sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Im bardziej człowiek ucieka w marzenia o przeszłości lub wybiega w wyobrażeniach do idealnej przyszłości, tym bardziej przygniata go smutek z powodu beznadziejności aktualnej sytuacji..." (Włodzimierz Zatorski OSB)
Acedia / Duchowa depresja
"...Demon pokazuje życie człowieka jako klęskę: „życie ci się nie udało! Ponieważ życie ci się nie udało, a chcesz być człowiekiem szczęśliwym, dlatego szybko uciekaj, uciekaj jak najszybciej, jak najdalej i najlepiej w jakąś nieznaną sobie jeszcze aktywność, której wcześniej nie podejmowałeś”. Ludzie postawieni wobec takich pokus podejmują decyzje skrajne: bardzo często biorą rozwody, porzucają kapłaństwo, życie zakonne. Całe ich poprzednie życie jawi im się jako bezsensowne, zmarnowane. I tak kształtują się ludzie, którzy nie potrafią na dłużej nigdzie zagrzać miejsca, osoby, które tak naprawdę mają pięćdziesiąt lat, a nie wiedzą, czym się chcą zajmować w życiu; ludzie, którzy robili wszystko i nic, którzy nie mają w sobie czegoś, co określilibyśmy jako stałość... Pojawiają się co raz to "nowe" pomysły na łatwiejsze życie..."
"...Źródłem acedii jest więc brak akceptacji siebie i swojej sytuacji, przy czym owa nieakceptacja przybiera charakter destruktywny: agresji wobec tego, co jest, i marzenia o czymś, co w istocie jest nierealne. Wydaje się, że dobrze oddaje tę sytuację nieco ironiczne powiedzenie, które czasem pada w chwili, gdy narzekamy na istniejące warunki: „Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” (Włodzimierz Zatorski OSB)
Próżna chwała.
"...Ktoś działający wedle podszeptów demona próżności (bo i tak można go nazwać) ma na oku nade wszystko własny interes, nie zważa na cel właściwy dla każdej czynności, ale kieruje się partykularną korzyścią. (...) Tu już nie chodzi o modlitwę – wyrzekanie się wad, wykorzenianie zła, upodabnianie się do Boga; celem jest kreacja własnego wizerunku. Kto wie, czy dzisiaj demon próżnej chwały nie namawia do tworzenia osobowości wirtualnych na forach internetowych i portalach społecznościowych. Człowiek nie akceptuje samego siebie i tworzy swoją ulepszoną wersję, zbierającą kolejne „lajki”; jest to jednak droga donikąd, gdyż nie można egzystować jedynie w sieci. Ważne jest, aby dostrzec ten aspekt: ulegający myśli pychy żyje na granicy załamania i rozpaczy, ponieważ z jednej strony nie akceptuje samego siebie, a z drugiej nie potrafi wykorzystać tych talentów, które istotnie posiada.
Swym drugim obliczem próżność kusi człowieka do kultu sukcesu: zdarzyć się może, że ktoś osiągnął pewien postęp w życiu duchowym lub rodzinnym, czy też w jakiejkolwiek innej dziedzinie. Taki człowiek zaczyna zadawać sobie pytanie: kto tego dokonał? I odpowiada sobie pod wpływem żądzy splendoru: to ja, to jest mój sukces (...) aż do stanu, w którym zacznie się chlubić z sukcesów, których wcale nie odniósł. Porażony próżnością przestaje dostrzegać, jak wiele zawdzięcza innym i samemu Panu Bogu, ponieważ zbytnio koncentruje się na sobie.
Innymi słowy, o ile poprzednich sześć demonów próbowało, jak mówiliśmy na początku, przedstawić świat jako skarb, który należy posiąść, o tyle demon próżnej chwały pragnie budować fałszywy obraz człowieka w nim samym (...) innymi słowy demon próżnej chwały jest uwodzicielem, takim, który nie pozwala nam trwać w pokorze (pokora to jest prawdziwy obraz samego siebie, mówienie prawdy o samym sobie), zmuszając nas raczej do tego, abyśmy wznosili zamki na lodzie. Demon fałszywej chwały jest tak niebezpieczny, gdyż atakuje z ukrycia, jest jak trucizna zawarta w dobrym owocu, jak podwodna skała, na którą wpada płynący spokojnie statek"
Pycha (zakłamanie)
"...człowiek zapomina o tym, że to Bóg jest źródłem wszystkiego, że Bóg jest dawcą dobrych darów, a powoli zaczyna uważać, że tylko on sam jest przyczyną swojego sukcesu, swojego szczęścia, że tylko w jego rękach leży to, w jaki sposób potoczy się jego życie (...) ktoś taki szybko zaczyna ulegać obawom, iż jego wspaniały stan gwiazdy jest zagrożony. W ten sposób przez życie człowieka zaczyna przebiegać cały korowód iluzji, które z biegiem czasu stają się coraz bardziej upiorne. Duch pychy (...) pozostawia nas samotnych na scenie tego świata i sprawia, że człowiek zapomina o Bogu w tym sensie, że wydaje mu się, że tylko w jego rękach spoczywa jego własny los.
...Pycha prowadzi ostatecznie do rozpaczy, do bezradności, bo wcześniej czy później do człowieka dociera, że on sam sobie ze swoimi słabościami, ze słabościami innych ludzi, nie jest w stanie dać rady. Czasami taki ktoś zaczyna popędzać samego siebie do jeszcze większej pracy, ale im więcej pracuje, im bardziej się spowiada i wysila, tym bardziej widzi, że nie jest w stanie wielu spraw rozwiązać. Dlatego duch pychy ostatecznie doprowadza człowieka do najgorszego stanu upadku: praktycznego ateizmu; dzieje się to wtedy, kiedy człowiek żyje tylko własnym życiem i zapomina również o tym, że jest coś po tamtej stronie. Towarzyszy temu rosnący cynizm, wyrachowane używanie swej pozycji i brak poszanowania dla młodszych, szukających u autorytetu wsparcia w trudnych początkach życia.
Ta forma pychy sprawia, że człowiek staje się jaskrawym przeciwieństwem ojca lub matki – zamiast dawać życie, zachęcać do wytrwałości, zamiast wprowadzać w arkana codzienności, pyszny śmieje się z wszystkiego, gdyż nie ma dla niego żadnego autorytetu i żadnej świętości..." (zaraża swoim cynizmem i defetyzmem w sposób celowy, nawet własne dzieci, staje się niszczycielem i oskarżycielem stworzenia, agresywnym bluźniercą i zabójcą - tak jak jego prawdziwy mistrz duchowy, diabeł)
"...Mniemanie, że sami doszliśmy do duchowych osiągnięć, pociąga za sobą następne przekonanie, że inni są gorsi, a nawet nie są zdolni zrozumieć naszej wielkości i spraw, jakie się odnoszą do nas. Prowadzi to do smutku i gniewu, gdy od innych nie otrzymujemy potwierdzenia naszej wielkości..." (Włodzimierz Zatorski OSB)
O Szymon w swojej książce opisuje przy okazji kilka innych bardzo konkretnych duchów (myśli), których szkodliwej obecności, ze względu na ich specyficzną przyczynę nie dostrzegamy. Jak np. tułacz, który od przebudzenia swojego żywiciela, wodzi go po wspomnieniach, i każe zaglądać (śledzić) "znajomych" z internetu. Zarówno tułacz jak i demon nieczułości, rodzą się z kontemplacji swoich dawnych i obecnych grzechów (doznań uczuć pragnień) jako czegoś "dobrego" (zazwyczaj ze względu na doznaną przyjemność, korzyść). Człowiek nie tylko nie żałuje tego co (z)robi(ł), ale uważa to za swój życiowy dorobek, przedmiot dumy i sens (cel). Czuje w związku z tym nieodpartą potrzebę zarażenia swoją "pasją" innych, w pełnym "przekonaniu" o jej "niewinności". Nie tylko w celu utwierdzenia się w tym że dobrze ulokował swoje JA (co już powinno dać do myślenia że jednak coś jest nie tak). Celem właściwym może być bowiem wywołanie tego samego znieczulenia (lenistwa duchowego) u innych. "Uwolnienie" takich samych emocji i popędów, jako "wartości" z powodu samego odczuwania ich i ulegania im. Bez zastanawiania się nad skutkami, bo celem jest w tym wypadku uzyskanie władzy nad drugą osobą, by dogodzić własnemu ego. Pozostaje tylko pytanie czy tego rodzaju działanie może być nieświadome i do jakiego stopnia... Najczęściej zajmują się tym pisarze, aktorzy, piosenkarze, rzadko sportowcy (ze względu na związany z niektórymi "atraktorami" niezdrowy styl życia), o ambicjach bycia wykładnią szczęścia dla innych. Ludzie często uzależnieni od popularności, celebrujący odcinanie kuponów od swojej "sławy". Którzy do tego stopnia są w sobie zakochani, że niepodzielanie własnej pasji przez innych, w skrajnych przypadkach, traktują jako personalny atak na siebie (gdyż w pełni identyfikują się z owymi "wartościami"). Każde ograniczenie ich "wolności" (czyt. prawa do "ekspresji" swojego JA) traktują jako bezprawie i ucisk. Właśnie to zjawisko możemy obserwować na ulicach wielu miast w Europie i Polsce, z okazji zamknięcia dyskotek i innych świątyni uciech. Ludzie dla których ta sfera życia stoi bardzo wysoko w hierarchii wartości, kompletnie nie liczą się z tym, że mogą stanowić zagrożenie dla innych. Godzą się na taką ewentualność w imię adrenaliny, "potrzeby odreagowania" emocji. Dostarczenia sobie wrażeń, których stymulacją, nazywając je niejednokrotnie "szczęściem", zajmują się wszędobylskie media... Pokazując np. dorosłego faceta który histerycznie szlocha nad porażką swojej "ukochanej"... drużyny (nie dziewczyny). Nie mówiąc o zbiorowych wybuchach innego rodzaju wrażeń, tudzież poimprezowych kacach, wstydliwie skrywanych rozczarowań "nie wiadomo czym". "Niczym nie uzasadniony" smutek ściskający serce i wyciskający łzy, po nie jednej "odważnej" decyzji. W imię "filozofii" jakiegoś Idola (obcego tak naprawdę człowieka), rzutującej toksycznie na relacje z ludźmi dużo bliższymi. Każdy źle ulokowany wybór, wykrwawia metodycznie na ołtarzu próżności to co w nas najcenniejsze... Dobrze jeśli to wszystko o czym mowa pozostaje w sferze myśli (oby jak najkrócej) i nie przekłada się na planowanie, czyny czy słowa. Sama pokusa to jeszcze nie grzech... To tylko kłamstwo. Trucizna udająca dobrą i smaczną strawę dla ducha i ciała, zachęcająca do zdrady.
Cytaty z książki o. Hiżyckiego, to niewielki i bardzo ogólny fragment wiedzy, jaką już szesnaście wieków temu "odkryli" ojcowie pustyni, a dziś, z uwagi na coraz bardziej widoczną w społeczeństwie tendencję do kompulsywnego wrażania swojego JA, starają się przywrócić do łask ludzie Kościoła, w ramach rekolekcji, konferencji, publikacji i konkretnej posługi w wymiarze duchowym. Wystarczy tylko po tę wiedzę (i pomoc) sięgnąć... Choćby po to by zdać sobie sprawę że toczy się w nas (o nas) poważna i nieustanna wojna, i jak powiedział jeden z ojców pustyni: "pokusy należy spodziewać się do samego końca (życia)". Ale też po to by się dowiedzieć, że nie jesteśmy na tej wojnie sami, ani bezbronni. Dobrze to poukładał w jednym z wykładów o Włodzimierz Zatorski (Osiem duchów zła u Ewagriusza z Pontu). Dla mnie było to najlepiej wydane 56 minut w życiu, na początek dalszych poszukiwań. I choć cykl notek piszę w zasadzie dla siebie, żeby móc wracać do tej wiedzy kiedy będzie trzeba, to zachęcam gorąco do zapoznania się każdego, kto rozpoznaje u siebie to co zostało w sposób bardzo skrótowy zacytowane... Polecając Bogu w modlitwie... Szalom!
... Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich. Dlatego przywdziejcie pełną zbroję Bożą, abyście się zdołali przeciwstawić w dzień zły i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc [do walki], przepasawszy biodra wasze prawdą i przyoblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże – wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu! Nad tym właśnie czuwajcie najusilniej i proście za wszystkich świętych i za mnie... (z listu św Pawła do Efezjan)