sobota, 12 czerwca 2021

W walce o człowieka zintegrowanego 3. Zadanie i realizacja. Drzewo poznania (moralności) i drzewo życia (miłości)

Nie przyszedłem znieść Prawa, ale je wypełnić (Mt 5,17).

...całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego (...)postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała.Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie. Jeśli jednak pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa (...) Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa.... (Z listu św Pawła do Galatów)

...Wydaje nam się, że skoro św. Augustyn powiedział „Kochaj i rób, co chcesz” – to powinnyśmy robić, co chcemy, i o żadne prawa się nie troszczyć, a i tak będzie to pobożnie. I szczerze. I niewymuszenie. Zapominamy tylko, że w tym zdaniu najpierw jest powiedziane „kochaj”, jako podstawowy warunek, którego nie da się pominąć.

I w tym jest cały sens: Św. Augustyn był bowiem przekonany, że kto kocha naprawdę, nie będzie chciał robić nic innego niż spełniać prawo Boże... (s. Małgorzata Borkowska)

"...Wypełnić Prawo to nie tyle zachować jego literę, ile wypełnić przykazanie miłości, do którego Prawo Starego Testamentu prowadzi...

...W samym Prawie nie było życia.(...) Litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia (2 Kor 3,6). Te słowa streszczają drastyczną różnicę pomiędzy Prawem Starego Testamentu a prawem Ducha. Duch wypełnia to, co samo Prawo jako przepisy w sobie niesie. Duch ożywia to i ukazuje nowe życie, które nie polega na „podporządkowaniu się przepisom”, ale na nowej dynamice życia, którą jest miłość. Ona właśnie wypełnia Prawo (zob. Rz 13,10). Kto żyje, czując się przymuszonym podporządkować Prawu, jeszcze nie żyje w pełni. Dopiero kiedy odkryje prawo Ducha, które odsłania głębię Prawa, co w całym Kazaniu na Górze robi Pan Jezus, ten, przyjmując tego Ducha, zaczyna w pełni żyć, a jego życie zaczyna jaśnieć chwałą. Sam w ten sposób staje się światłem świata i solą ziemi...

Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 5,20). 

...wiemy, że faryzeusze byli o wiele bardziej skrupulatni w wypełnianiu Prawa niż my. A my mamy być bardziej sprawiedliwi od nich. Na czym polega problem?

Dbałość o zwykłą zewnętrzną sprawiedliwość najczęściej prowadzi z jednej strony do wysiłku skrupulatnego wypełniania przykazań, z drugiej jednak do szukania usprawiedliwienia. Życie niesie ze sobą jednak rozmaite sytuacje. Trudno człowiekowi uchylić się od winy. Czasem może być ona czysto zewnętrzna, wynikła ze zwykłego gapiostwa albo braku zdolności rozeznania sytuacji, z zapomnienia itp. Nie jest to wtedy wina moralna, a przynajmniej, jeżeli jest, to niewielka, natomiast wewnętrzna presja, że „ja muszę być sprawiedliwy”, powoduje, że staram się swoją sprawiedliwość udowodnić sobie i innym

Jeszcze trudniejsza sytuacja powstaje w bliskich relacjach międzyludzkich, takich jak małżeństwo. Można być „bardzo sprawiedliwym”, wypełniać swoje obowiązki, dbać o dom i rodzinę. Ale w małżeństwie nie o porządność, skrupulatność w wypełnianiu obowiązków chodzi, ale o miłość. Jeżeli współmałżonek odczuwa chłód i obojętność, to żadna solidność w spełnianiu obowiązków nie zastąpi miłości. Otóż podobna sytuacja istnieje pomiędzy nami a Panem Bogiem. Żadna skrupulatność w wypełnianiu przykazań nie zastąpi miłości...

...Prawo bez miłości traci swój sens. I nie tylko miłość wypełnia Prawo, ale także Prawo nabiera swego sensu dopiero w optyce miłości...

...Miłość nie sprowadza się do uczuć. Ona polega na szczególnym wzajemnym odniesieniu się do siebie osób, na obdarowaniu drugiego i przyjęciu go jako daru dla siebie. Powstaje wówczas więź, w której nie chodzi o zaspokojenie własnych upodobań i chęci, lecz o dobro drugiego. W jego dobru odnajdujemy swoje szczęście – zgodnie ze słowami Pana Jezusa, które przytacza św. Paweł: Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu (Dz 20,35)

Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy (Rdz 3,6)

Ewa przestaje widzieć dobro jako owoc spotkania i miłości, wydaje się jej ono teraz zaklęte w przedmiotach. Z relacji osobowych człowiek przechodzi do relacji rzeczowych. Zmienia się jego sposób patrzenia na świat. Więź osobowa zaczyna być uzależniona od przedmiotów. Kończy się wiara i zawierzenie, a zaczyna się lęk, kalkulacja, wyrachowanie.

W miłości człowiek obwinia raczej siebie niż drugiego; kiedy ona się kończy, zaczynają się pretensje, wzajemne oskarżanie, przerzucenie winy na innych. Powtarza się to w całej historii ludzkiej. Rzadko spotykamy godną podziwu postawę, gdy ktoś dla miłości bierze na siebie ciężar winy i kary, czy nawet, jak o. Kolbe, oddaje życie za bliźniego. Częściej sercem ludzkim rządzi życzliwość, ale podszyta lękiem. Postawa, która zawsze, szczególnie w chwilach próby, grozi zaparciem się miłości, tak jak to było w przypadku apostoła Piotra. Takie jest nasze doświadczenie. Stąd niepewność, nieufność w stosunku do czyjejś miłości.

Istnieje wiele ran związanych z brakiem miłości lub choćby jej ułomnością w różnych jej wymiarach: miłości rodzicielskiej, macierzyńskiej i ojcowskiej /jakże wielu ludzi aż do końca życia nie potrafi się odnaleźć w następstwie braku należytej miłości w dzieciństwie, miłości braterskiej, przyjaźni, miłości erotycznej, patriotyzmu, wspólnoty ideowej, solidarności w biedzie…

Te rany bolą, powodując, że ludzie noszą w sercu żale i pretensje, które często koncentrują ich na samym poziomie konfliktu z drugim człowiekiem. Zapominają wówczas, że cała sprawa na poziomie podstawowego wyboru – pomiędzy osobowym światem miłości, który ma swoje źródło i pełnię w Bożej miłości, a światem rzeczowych relacji z drugim człowiekiem – porównywania się z innymi, chęcią bycia lepszym, a nawet panowania i zawładnięcia,  zawsze ma u swoich podstaw lęk...

...Lęk natomiast staje się podstawą do błędnego myślenia dążącego do zdobycia wyobrażonego dobra, które miałoby dawać człowiekowi zarówno poznanie, jak i poczucie osiągnięcia pełni i bezpieczeństwa przez panowanie nad wszystkim. Właśnie taka logika pojawiła się u Ewy.

Podobnie jak w przypadku samego myślenia, tak i w relacjach pomiędzy osobami rozstrzygające jest nastawienie serca, które później rzutuje na sposób odbierania czyichś intencji i rozumienie sensu spotkania. Lęk, jaki się pojawił na początku dialogu z wężem, jedynie wzrasta i dokonuje coraz większego spustoszenia nie tylko w odniesieniu do Boga, ale i wzajemnych relacjach między ludźmi:

A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski. Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu (R 3,7n).

 Lęk nie pozwala człowiekowi stanąć przed Bogiem twarzą w twarz, co ma fatalne konsekwencje: niezdolność do przyznania się do grzechu i prośby o przebaczenie. I nawet gdyby Bóg chciał przebaczyć i pojednać się z człowiekiem, nie może udzielić przebaczenia, gdy człowiek wcale nie prosi o nie, a zamiast tego się tłumaczy. Człowiek chce usprawiedliwienia swojego czynu, a nie przebaczenia. Tym samym chce uznania swojej separacji od Boga, a nawet swoistej opozycji do Niego, a tym samym pozostaje w relacji zewnętrznej do Boga. To jednak jest sprzeczne z samą istotą życia i człowieka w szczególności, bo poza Bogiem nie ma życia, ale jedynie jakieś przerażające pustką istnienie

Rozpoczynająca się od tego momentu historia spotkania Boga z człowiekiem stanie się historią objawienia wielkości Bożej miłości i Jego wierności człowiekowi mimo popełnionego przez niego grzechu. W pełni objawił to Bóg w swoim Synu posłanym po to, abyśmy poznali Jego miłość. Dlatego Pan Jezus powiedział podczas Ostatniej Wieczerzy, że grzech polega na tym, że nie wierzą we Mnie (zob. J 16,9), czyli nie wierzą w tak daleko idącą miłość Boga.

Aby w to uwierzyć, trzeba wewnętrznie w pełni otworzyć się na Boże objawienie. Myślenie pod presją lęku i własnych pragnień nie pozwala dostrzec Boga i Jego dobroci nawet wtedy, gdy jej bezpośrednio doświadczamy...

...Zasadnicza różnica, jaka się pojawiła wraz z przyjściem Pana Jezusa na świat, polega na zmianie wzajemnej relacji Boga i człowieka. O ile dotychczas człowiek jako stworzenie całkowicie podporządkowany Bogu i od Niego zależny, otrzymał Prawo, którego miał przestrzegać, o tyle po Wcieleniu Syna Bożego i Jego ofierze miłości człowiek stał się współdziedzicem Bożego królestwa. Taki był zamysł Boga od samego początku, ale został on objawiony dopiero przez zbawcze dzieło Jezusa.

Nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego (J 15,15)

przyjaciel wie, czym żyje jego przyjaciel. Wie, dlaczego tak postępuje, zna wartość i sens jego postępowania.


To objawienie prowadzi do bardzo konkretnych konsekwencji. Już nie możemy się zachowywać wobec Boga jak niewolnicy, bo zostaliśmy wezwani, aby być przyjaciółmi Boga. Niewolnik nie ma wielkiego znaczenia, nie może o wielu sprawach decydować, właściwie wszelkie decyzje są w rękach jego pana. Jednak niewolnik, jako pozbawiony wolności decyzji, nie odpowiada w pełni za to, co zrobił, szczególnie za wszelkie zło. To jest jego wielki przywilej, że nie jest w pełni odpowiedzialny. Jeżeli otrzyma karę, to jest to kara zewnętrzna na zasadzie coś za coś. Taki brak pełnej odpowiedzialności jest wielką pokusą dla nas. Co prawda nie chcielibyśmy być w pozycji niewolników, ale chcemy korzystać z wolności robienia wszystkiego, co się nam podoba, jednocześnie nie chcąc ponosić odpowiedzialności za swoje czyny. Jest to bardzo wygodna sytuacja. Dzisiejsze czasy bardzo sprzyjają takiej postawie: dysponowanie pełną wolnością w działaniu przy jednoczesnym braku odpowiedzialności za czyny.


Taka postawa jest możliwa jedynie wówczas, gdy nasze wybory są oddzielone od ewentualnych konsekwencji. Dla niewolnika wolność działania kończy się wówczas, gdy zostanie przyłapany na zakazanym postępowaniu. Jeżeli nie zostanie złapany, jeśli mu się uda, w jego mniemaniu wszystko jest w porządku. Inaczej w przypadku więzi miłości. Każdy nieuczciwy czyn wobec kochanej osoby jest zdradą niezależnie od tego, czy został zauważony, czy nie. Nie ma w tym przypadku żadnej ucieczki. Jeżeli uciekamy od odpowiedzialności, wówczas właściwie zdradzamy samą miłość. Zachowujemy się tak jak niewolnik, który liczy na to, że nie zostanie złapany na wykroczeniu. Zamiast więzi miłości wybieramy coś innego, więź zewnętrzną. Możemy to ukrywać przed drugim człowiekiem, ale nie da się tego ukryć przed Bogiem...


...Wydaje się, że w każdym naszym grzechu pojawia się moment uświadomienia, że to, co robimy, jest złe. A jednak mimo wszystko brniemy w zło dalej. Okazuje się, że zło wybrane uzyskuje w nas jakąś siłę, która nawet w momencie odsłonięcia się prawdy o nim, dalej pcha nas do działania zgodnego z tym wyborem. Jest to siła zamysłu i wyboru wcześniej podjętego, który zawsze posiada jakiś „dobry” zamiar. Istnieje wręcz trudność wycofania się z podjętego zamysłu. (...)


W momencie odsłonięcia zła przed naszym działaniem lub w jego trakcie, konflikt między Bożym i naszym zamysłem osiąga dramatyczny szczyt. Tutaj też dochodzi do ostatecznego wyboru zła. (...)


To, kim jesteśmy, zależy od tego, czego słuchamy. Jedno z największych naszych złudzeń polega na tym, że wydaje się nam, że już jesteśmy sobą i wiemy, kim jesteśmy. Otóż nie wiemy! My się teraz dopiero rodzimy. A rodzimy się ze słowa, które przyjmujemy i za którym idziemy. Jeżeli idziemy za pokrętnymi myślami swojego przewrotnego serca, stajemy się poskręcani, pozbawieni tożsamości. (...)

Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity (J 12,24).

Ta zasada odnosi się do każdego człowieka – w szczególności odniósł ją do siebie jako człowieka Pan Jezus. I to właśnie realizował przez rezygnację z obrony i spokojne wejście w krzyż z pełnią ufności. Jedynie w ten sposób można doświadczyć Bożego zbawienia. Jeżeli pozostaje w nas coś z naszych zamiarów, czyli gdy staramy się co prawda iść za wolą Boga, ale jednak sobie coś rezerwujemy, to zamysł Boży nie może się w nas w pełni urzeczywistnić. Dopiero pełne i jednoznaczne posłuszeństwo Bogu owocuje darem Jego życia, czyli zmartwychwstaniem. Zmartwychwstanie Jezusa jest manifestacją tej fundamentalnej prawdy...

Chrystus raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was do Boga przyprowadzić; zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem (1 P 3,18).

...w nas musi się dokonać to samo, co dokonało się w życiu Jezusa. W taki sam sposób musi dokonać się zwycięstwo, co oznacza praktycznie śmierć naszego pysznego „ja” (czyli starego człowieka w nas), które na wzór szatana chciałoby panować siłą. Fałszywe „ja” nie zna prawdziwej miłości, przebaczenia, zaufania, cierpliwości, pragnienia dobra dla drugiego. Ono zna jedynie logikę siły, panowania, władzy opartej na układach. To jednak nie niesie w sobie żadnego życia. Nawrócenie oznacza dla tego fałszywego „ja” śmierć. I to jest powodem ogromnego lęku, którego nie możemy własnymi siłami przełamać. Lęk przed utratą swojego życia paraliżuje nas i nie pozwala wejść do królestwa prawdy i pokoju. Jedyną szansą jest zawierzenie Chrystusowi i Jego obietnicy bliskości królestwa Bożego, obietnicy potwierdzonej Jego śmiercią i zmartwychwstaniem...

Dlatego też Bóg wywyższył Go ponad wszystko i dał Mu Imię ponad wszelkie Imię, aby na Imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych i aby każdy język wyznawał, że Panem jest Jezus Chrystus na chwałę Boga Ojca (Flp 2,9–11)

...To dowód miłości do końca bez żadnej interesowności, bez żadnego oczekiwania odwdzięczenia się. Krzyż jest zaprzeczeniem odwiecznej insynuacji węża z raju, który zasugerował, jakoby Bóg miał interes w tym, aby ludzie nie spożywali owocu z drzewa poznania dobra i zła. Ta bezinteresowna miłość z całkowitym oddaniem się powala na kolana wszystkich zarówno w niebie (aniołowie i duchy czyste) jak i na ziemi (ludzi), a nawet istoty podziemne (zmarłych i demony!). Krzyż jest objawieniem, że prawdziwa świętość, świętość Boga, to nie olśniewająca wspaniałość i jednocześnie powalająca potęga, ale miłość do końca, miłość, która obdarza życiem, porywa ku sobie nie przez zewnętrzną fascynację, ale przez dotknięcie serca. Ona jest mocniejsza niż śmierć. I dlatego ci, którzy prawdziwie kochają, mają w sobie życie, którego śmierć pokonać nie może."

...Poznaliśmy tajemniczy plan Boży odnoszący się do naszego zbawienia. Plan jest uniwersalny i na różny sposób był wyczuwany przez ludzi. W różnych religiach inaczej odczytywano ten Boży zamysł, ale w pełni objawił się w Osobie Jezusa Chrystusa: Albowiem ile tylko obietnic Bożych, wszystkie w Nim są „tak”. Dlatego też przez Niego wypowiada się nasze „Amen” Bogu na chwałę (2 Kor 1,20). Obecnie Boże obietnice złożone są w naszych rękach, którzy jesteśmy uczniami Jezusa i następcami w wierze apostołów. Na naszą posługę Bóg wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych (2 Kor, 1,22).

Dlatego jesteśmy solą ziemi. Ale jeżeli my sami, zamiast żyć prawdziwie, rozmywamy się, to co jest nas w stanie jeszcze ożywić? Nie ma już żadnej „lepszej” dobrej nowiny, nie ma nic „wspanialszego”. W Chrystusie wszystkie obietnice Boże, nie tylko udzielone Żydom, uzyskały swoje wypełnienie i więcej nawet, swoje przepełnienie. Nie ma niczego „więcej”. Jest co prawda lepsze lub gorsze zrozumienie, większe lub mniejsze wejście w nową rzeczywistość, pełniejsze wejście w nowe życie, ale poza życiem w Chrystusie nie ma niczego więcej. Jeżeli to nas nie ożywia, to co jest nas w stanie ożywić!

my nie tylko sami mamy być żywi, ale i innych ożywiać tą samą wiarą. Mamy przyczynić się do przemiany całej rzeczywistości dzięki objawionej światu prawdzie o Bogu. Poza solą, jesteśmy także światłem, które ma świecić. Mamy objawić światu, że Bóg jest prawdziwie Ojcem wszystkich i pragnie wszystkich do siebie doprowadzić. Tego jednak nie da się przekazać przez doktrynę. To trzeba pokazać swoim życiem. Dlatego także mamy być światłem, które przez czyny ukazuje prawdę o Bożej miłości.

Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie (Mt 5,16) 

...Między sobą zachowujcie pokój! Prosimy was, bracia, upominajcie niekarnych, pocieszajcie małodusznych, przygarniajcie słabych, a dla wszystkich bądźcie cierpliwi! Uważajcie, aby nikt nie odpłacał złem za złe, zawsze usiłujcie czynić dobrze sobie nawzajem i wobec wszystkich! Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie!W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła... (z 1 listu św Pawła do Tesaloniczan)

...Największymi wrogami naszego prawdziwego wzrostu jesteśmy my sami, a konkretnie nasze mniemanie, że sami mamy sobie poradzić i sami mamy się okazać doskonałymi. Takie przekonanie jest wzmocnione przez istniejące u nas od wieków skoncentrowanie na moralnym wymiarze życia. Prawo moralne jest czymś zasadniczym w życiu i aby być autentycznie wierzącym, musimy żyć zgodnie z moralnymi zasadami, jednak jeżeli życie wiary sprowadzi się tylko do moralności, to następuje fatalne uproszczenie. Wydaje się wówczas, że sami musimy okazać się przed Bogiem doskonałymi, że otrzymujemy zbawienie jako nagrodę za nasze dobre postępowanie. Oczywiście w pewnym wymiarze jest to prawda. Niemniej jesteśmy zbawieni przez łaskę, a nie przez własny wysiłek, przez własną doskonałość. I w tym kontekście pojawia się słabość i jej rola w zbawieniu. To dzięki doświadczeniu swojej własnej słabości pojawia się możliwość prawdziwego otwarcia na działanie Boga w nas.

Tak stało się ze św. Piotrem. Dopiero kiedy upadł, poznał swoją słabość i był w stanie na tyle otworzyć się na działanie Boga w sobie, że mógł stać się skałą. W dialogu po zmartwychwstaniu Pan Jezus pytał go jedynie o miłość: Czy Mnie kochasz? Kiedy Jezus zapytał o to już trzeci raz, Piotr powiedział: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham...

Wszystkie powyższe cytaty wziąłem z publikacji autorstwa o Włodzimierza Zatorskiego "Rozważania liturgiczne na każdy dzień"

***

"...Zbudź się, o człowieku, i poznaj swą godność! Wspomnij, iż zostałeś stworzony na obraz Boga. I choć w Adamie obraz ten uległ skażeniu, w Chrystusie jednak został odnowiony. Z tego, co cielesne, korzystaj we właściwy sposób, tak jak korzystasz z ziemi, morza, nieba, powietrza, źródeł i rzek. Za wszystko, co godne podziwu i piękne, sław i wielbij Stworzyciela.

Zmysłem wzroku obejmuj naturalne światło, ale też z całą gorącością ducha przyjmij to Światło, "które oświeca każdego człowieka, gdy na ten świat przychodzi". O Nim to mówił Prorok: "Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością i oblicza wasze nie doznają wstydu". Jeśli bowiem istotnie jesteśmy świątynią Bożą i Duch Boga mieszka w nas, zatem to, co się mieści w duszy każdego z wierzących, jest daleko ważniejsze niż to, co podziwiamy na niebie.

Ukochani, nie chcemy wam nakazywać albo zalecać, abyście gardzili dziełami Boga; nie chcemy, abyście sądzili, iż cokolwiek z tych dóbr, które dobry Bóg stworzył, przeszkadza w czymkolwiek waszej wierze. Chcemy natomiast, abyście każdym rodzajem stworzenia, każdym pięknem tego świata posługiwali się rozumnie i z umiarem. "To bowiem, co widzialne - powiada Apostoł - przemija; to zaś, co niewidzialne, trwa na wieki"..." (św. Leon Wielki)



 


9 komentarzy:

  1. Dawno nie widziany Odysie... Piękny/mądry wpis, interesująca oprawa muzyczna...
    Dzięki, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymagająca lektura... Niektóre teksty wymagały dodatkowych wykładów by zgłębić i zrozumieć tematykę. No a potem to wszystko trzeba było zmieścić w jeden, nie za długi. Poskładać w logiczny ciąg nie tracąc niczego z sensu. Cała seria miała być w 4 częściach ale udało się zmieścić w 3. W zasadzie głównie po to by uporządkować wszystko co mnie od roku zajmowało. By mieć to w jednym miejscu i wracać w razie potrzeby. Cieszę się że przypadło do gustu.
      Proszę i pozdrawiam ✋

      Usuń
    2. PS... Odys poszedł z dymem 😉 Niech będzie mniszek (albo po prostu M)

      Usuń
    3. Rozumiem/doceniam duży wkład pracy/czasu/cierpliwości żeby wszystko pięknie/przystępnie zredagować. Jesteś niemożliwy w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
      Pozdrawiam

      PS.Nie do końca poszedł z dymem :) Odys jeszcze pięknie się żarzy w cytatach...
      Przyjmuję do wiadomości. Niech będzie M ✋ 😉

      Usuń
    4. Tam się nie da zmienić nazwy bez usuwania konta a nie chce mi się zakładać nowego... W każdym bądź razie tamtego człowieka i "dorobku" już nie ma. ✋

      Usuń
    5. Szkoda! Wiersze, ilustracje do nich były piękne... warte powrotów, ponownego przeczytania. W moim odczuciu tamten blog był wyjątkowy. Mam nadzieję, że gdzieś w jakimś zakamarku szuflady leżą ukryte te strofy...
      Dobrego dnia M.:)

      Usuń
    6. Kilka rzeczywiście zostało... Może po małej przeróbce będą się nadawać do ponownego użycia. Kto wie 🙂

      Usuń
    7. To fajnie, że zostało... Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś - po (niekoniecznej) przeróbce :) - będą gdzieś dostępne do prze(czytania).

      Wracając do Twoich wpisów/notatek... dobrze, że niektóre ważne zdania/kwestie zostały wytłuszczone.
      Będę również wracała... 🙂

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń