poniedziałek, 22 lutego 2021

W walce o człowieka zintegrowanego 2. Siły własne (w wolnym sojuszu z Duchem)

  Brian Jekel - Uzdrowienie Ślepca

Dotyk miłości.
Język nienawiści.
Kłamstwo.
Prawda.
Krzyk.
Milczenie.

W głąb
ciemności?

Czy bliżej
światła?

Wybór
nas
s t w a r z a.

Maria Rochowicz "Zniewoleni wolną wolą"

*

...Nasze oczy widzą to, co chce widzieć nasze serce... (ks. Piotr Pawlukiewicz)

**

"...Dzięki wolności możemy wybierać to, co sami uważamy za dobre. Przy czym każdy taki wybór jest naznaczony niepewnością, jest rodzajem ryzyka. Wybierając, uczymy się zarówno sami siebie, jak i tego, czym jest życie i co je buduje. Jeżeli tylko żyjemy przytomnie, złe wybory niosą ze sobą złe doświadczenia, a te uczą nas ostrożności, mówią, czego nie należy robić na przyszłość. Natomiast dobre wybory wskazują na to, co należy robić. Wybór, jakiego dokonujemy, jednocześnie jest wyborem własnej tożsamości. Niezmiernie ważne jest, abyśmy mieli tego świadomość, że wybierając coś, wybieramy jakąś określoną wartość, a przez to wybieramy siebie, czyli swoją tożsamość. W życiu potrzebna jest zasadnicza przytomność pozwalająca uchwycić przyczyny tego, co się w nas dzieje, abyśmy nie zmarnowali doświadczenia, jakie nabywamy, doświadczenia, które czasem jest dla nas bardzo trudne i kosztowne" (Włodzimierz Zatorski OSB)

"Dar wolności a tajemnica nieprawości"

***

"...Nie do końca wiemy, jak to jest, że człowiek podąża za złem; czy bierze ono początek z niego, czy jest zawsze owocem pokusy zaszczepionej przez złego ducha. Jesteśmy niejako na granicy tych dwóch rzeczywistości, i właśnie tę niepewność, to rozchwianie, próbuje ująć w swej nauce Ewagriusz.

Nasz autor dzieli myśli na trzy grupy. Do pierwszej należą: obżarstwo, nieczystość i chciwość, do drugiej zaś: smutek, gniew i acedia; do trzeciej przynależą najbardziej zgubne – próżna chwała i pycha. W sześciu pierwszych zawiera się historia człowieka, który przyjął konsumpcyjne podejście do życia. Dwie ostatnie mówią nam o kimś, kto niesłusznie uważa się za mistrza duchowego i coraz bardziej traci kontakt z Bogiem i ludźmi, pogrążając się we własnej „doskonałości”. Zapewne podział ten łączy się jakoś z wizją duszy ludzkiej. Pontyjczyk uważał, że dzieli się ona na dwie części: racjonalną i nieracjonalną, a nieracjonalna składa się z dwóch elementów: pożądliwego i popędliwego. Co to oznacza? Nie wnikając w źródła, a uwzględniając ważny skądinąd kontekst tradycji, z której nasz autor czerpał, oraz nieco upraszczając problem, możemy powiedzieć, że część racjonalna duszy w dużej mierze łączy się z całą świadomą sferą działalności człowieka, natomiast część nieracjonalna to sfera podświadoma. Część pożądliwa dotyczy ludzkich pragnień, natomiast popędliwa (niektórzy piszą: gniewliwa) to te siły w człowieku, które odpowiadają za sprzeciw, walkę, dochodzenie swego. Podkreślmy od razu, że żaden z tych elementów nie jest według Ewagriusza zły ani dobry. Pontyjczyk uważał, że można z nich korzystać w sposób właściwy (np. pragnąc Boga i sprzeciwiając się złu) bądź niewłaściwy (kiedy np. ktoś pożąda za wszelką cenę władzy i dąży do niej po trupach). Niektórzy badacze sądzą, że pierwsze trzy myśli dotyczą sfery pożądliwej, trzy kolejne gniewliwej a dwie ostatnie są tymi, które atakują racjonalną część duszy...

...Jaka jest różnica pomiędzy grzechem a złą myślą? Przez grzech rozumiemy konkretny czyn, jednostkowe wydarzenie, które dokonuje się „myślą (w sensie świadomego pragnienia popełnienia złego czynu, planowanie, w jaki sposób można go zrealizować), mową, uczynkiem i zaniedbaniem” – jak to mówimy podczas Mszy Świętej. Natomiast zła myśl to korzeń, z którego zły czyn wyrasta. (...) Grzech jest zawsze jakąś formą mirażu, kłamstwem, fałszywym wizerunkiem szczęścia. Pierwszym krokiem jest zatem wysiłek, aby spojrzeć na świat taki, jaki on jest naprawdę i zobaczyć długofalowo konsekwencje wyborów, które podejmujemy..." (Szymon Hiżycki OSB)

tu polecam, w zasadzie cały cykl wykładów o Szymona "Rekolekcje ze sw Janem Kasjanem", dla uzupełnienia tego wszystkiego co planuję "zamknąć" (choć w miarę pochłaniania kolejnych informacji wiem że to będzie zaledwie draśnięcie) w trzech notkach, ale trzymając się myśli przewodniej, dla wyjaśnienia o co chodzi z tym "ciałem". Wszak raz Paweł mówi że to z ciała całe zło, a innym razem że nie walczmy przeciwko ciału. Że nie chodzi tu nawet o (często błędnie rozumiane i praktykowane) umartwienia, ascezę. I dlaczego czasem, nawet w miarę postępów, czujemy się w walce osamotnieni albo tracimy zapał. Ma to często związek z naszym błędnym wyobrażeniem na temat wydarzeń, siebie i innych ludzi. Przesada, bo o nią tu chodzi, jest zawsze wrogiem, bo tworzy fałszywy obraz (a przez to osąd) rzeczywistości. Konieczne jest działanie zgodne z naturą rzeczy, dobrze rozumianą i nie myloną ze skłonnościami, na miarę naszych umiejętności, z uwzględnieniem możliwości porażki, chęci poznania przyczyny, i co wtedy należy zrobić. Oto cześć 7

"...Praktykowany umiar uwalnia od wielu trosk i niepokojów. Jest owocem właściwej hierarchii wartości. Jest efektem panowania nad sobą, swoimi namiętnościami, słabościami. Pozwala odróżnić to, co ważne, od tego, co nieistotne. Powstrzymuje przed popadnięciem w zniewolenie. Jest owocem badania siebie i poznania siebie. Daje wolność.

Brak umiaru powoduje przywiązywanie się. Początkowo może być ono mało widoczne, wręcz niezauważalne. Z czasem jednak może doprowadzić nawet do nałogu czy zniewolenia czymś. Odbiera zatem wolność i panowanie nad sobą. Przywiązywanie się skutkuje popadnięciem w trudności. Jakie one będą, to już będzie zależeć od stopnia przywiązania.

Zadziwiające jest to, że człowiek może winić Boga za popadnięcie w stan przywiązania. Dlaczego tak się dzieje? Wynika to ze zbłąkania i braku racjonalnej oceny rzeczywistości. Człowiek poddany mechanizmowi przywiązania nie jest wystarczająco wolny, aby trzeźwo widzieć i oceniać rzeczywistość. Wtedy zaczyna szukać winnych tego, co niedobrego dzieje się w jego życiu..." (Brunon Koniecko OSB)

"...wrogie siły dążą do zmącenia jedności sądu człowieka, prostej pewności płynącego z wiary wartościowania, aby dzięki temu zamgleniu złamać opór jego woli. (...) komplikowanie obrazu rzeczywistości, wydobywanie innych aspektów rzeczy, uwypuklanie pozorów dobra, łagodzenie ostrości wizji zła, aby za wszelką cenę zniszczyć prostotę nieskazitelności, która jest mocą dzieci Bożych. Najbardziej obawia się szatan prostoty, która nazywa rzeczy po imieniu i wyraża się postawą moralną jasną i jednoznaczną..." ("Komentarz do Listu do Efezjan" Piotr Rostworowski OSB)

...Otrzymaliśmy od Boga panowanie nad sobą, znoszenie przeciwności, powściągliwość, wytrwałość, wytrzymałość i im podobne, wielkie i doskonałe własności, aby wspomogły nas w walce z przeciwnościami stamtąd oraz abyśmy mogli stanąć z nimi do walki i stawić im opór. I ilekroć tylko ćwiczymy te własności oraz mamy je do swojej dyspozycji, nie uznajemy niczego, co nam się zdarza, za ciężkie, bolesne czy nie do zniesienia. Rozumiemy, że wszystko, co ludzkie, zwycięża się cnotami, które są w nas. Nie pojmują tego ci, którzy mają nierozumną duszę, bo nie rozumieją też, że wszystko dobrze i należycie dzieje się na nasz pożytek, aby zalśniły nasze cnoty i abyśmy zostali uwieńczeni przez Boga" (Pseudo-Antoni Wielki)

"...Chodzi o rozjaśnienie rzeczywistej natury albo intencji czegoś lub kogoś, chodzi o rozdzielenie tego, co jest pomieszane i powoduje zamęt, aby można było ocenić wartość rzeczy, zanim podejmie się decyzję.

Święty Paweł zachęca, aby wszystko badać (por. 1 Tes 5,21). Chodzi więc o to, aby być człowiekiem rozumnym, nie brać wszystkiego jako dobrą monetę, aby nie być naiwnym, aby używać rozumu, aby żyć refleksyjnie, aby nie zdawać się tylko na innych, pozbawiając się odpowiedzialności za własne postępowanie, zachowanie czy wybory. To nie unikanie życia, ale wychodzenie jemu naprzeciw. To troska o życie, o prawdę, o piękno, o dobro, o to, co służy człowiekowi.

Rozeznawanie pomaga osądzić, co „odpowiednie i pożyteczne, co jest właściwe i pomocne dla duszy, a co jest jej obce”. Dzięki temu można uniknąć rzeczy szkodliwych dla duszy. Nikt nie chce sobie szkodzić. Zatem powinien podjąć wysiłek i trud zbadania tego, co jest dobre i pożyteczne. Wcześniej jednak jest podjęcie refleksji nad sobą. Nie wszyscy w sposób właściwy to czynią, zadowalając się niewieloma rzeczami. Rozwój człowieka jest niemożliwy bez dojścia do tworzenia dobra i służenia prawdzie. Życie w obłudzie, kłamstwie zwróci się kiedyś przeciwko samemu człowiekowi..." (Brunon Koniecko OSB)

Bo: nie zbiera się winogrona z ciernia. Oraz: Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobre rzeczy, a zły człowiek ze złego skarbca swego serca wydobywa złe rzeczy. Z obfitości serca bowiem mówią jego usta...

...Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne... (Z listu św Pawła do Galatów)

"...Jakie są owoce mojego działania? Co z niego pozostaje: niepokój, lęk, czy odwrotnie pokój i radość? Tutaj bardzo istotne jest otwarcie, które polega na zgodzie, by zostało osądzone moje serce, po prostu na zgodzie na głos sumienia. Pragnienie usprawiedliwienia siebie jest ogromną siłą, która chce zagłuszać wszelką krytykę i osąd, a tym samym sumienie. Ma ona różne formy i charakter: zaprzeczenia faktom, tłumaczenia swoich intencji, oskarżania innych, chowania się za literą prawa... Niemniej ucieczkę zawsze zdradza niepokój..." (OSB Włodzimierz Zatorski)

"... Życie jest ciągłym podejmowaniem różnych decyzji. Często są one bardzo trudne i nieraz nie wiemy, co mamy zrobić. Szukamy różnych podpowiedzi, a nawet wolelibyśmy, żeby to ktoś za nas zadecydował.

Życie duchowe również wymaga decyzji, a wręcz jej ponawiania każdego dnia. Jeżeli zaczynasz iść błędną drogą – wtedy rodzi się w Tobie niepokój. Jeżeli czujesz w sobie pragnienie powrotu, to jest dobra reakcja.

Wtedy najlepiej zacząć szukać śladów Bożej obecności. Nieraz ciężko jest je dojrzeć. Ale wytrwałość i cierpliwość zaowocują odnalezieniem właściwej drogi. Bo idąc po śladach Boga dojdziesz do zbawienia..." (ks. Marek do Ps.85)

"... Bóg upomina nas wszelkimi możliwymi drogami i na wszelkie możliwe sposoby. Także i przez zastrzeżenia, które do nas mają najbliżsi. Szukając Boga całym sercem, musimy także i ten sposób Jego przemawiania, Jego upominania, wziąć pod uwagę. Inaczej to już nie jest szukanie całym sercem.

Człowiek, który przywykł albo który właśnie się uczy rozpoznawać upomnienia Pańskie, znajdzie je w lekturze i w konfesjonale, w uwagach otoczenia i w przypadkowo usłyszanej rozmowie obcych ludzi w autobusie. Po prostu dlatego, że ma sumienie wyczulone i że zależy mu na tym, żeby upomnień Pańskich nie przegapić. I tak jakoś dziwnie jest, że kto upomnienia Pańskie dostrzega i wychwytuje, ten je także i zachowuje, przynajmniej w jakiejś mierze, przynajmniej się stara, przynajmniej po trosze, po kawałku, byleby w stronę Pana..." ("Petronela, czyli uwagi monastyczne o Psalmie 119. Część I" Małgorzata Borkowska OSB)

Niektórzy potrafią "ocenić" człowieka (a w zasadzie swoją wobec niego pozycję) po samym wyglądzie. Tymczasem dopóki czegoś (nie) zrobimy, lub (nie) powiemy, jesteśmy tak dla siebie jak innych misterium. Kim jesteśmy, a raczej kim się stajemy (okazujemy) w konkretnych okolicznościach, dkrywamy/poznajemy po owocach naszej aktywności, którymi - choć dzieją się w relacji w drugim człowiekiem - najbardziej "częstujemy" siebie. Owo pozycjonowanie się wobec ludzi/sytuacji/własnych myśli, dokonuje się w oparciu o system tzw. "wartości". Tak oto zachodzący w nas, niewidzialny proces, ma realne przełożenie na rzeczywistość widzialną, wobec której z kolei, pozycjonują się i kształtują inni ludzie... Poczucie bycia spozycjonowanym Dobrze, tak we własnych "oczach" jak i oczach innych (tj. przełożenie go na relację), jest fundamentalną potrzebą każdego człowieka. Bez niego, życie wśród ludzi, zwłaszcza takich których bliskości pragniemy, traci bardzo dużo ze swego sensu (smaku).

Z drugiej strony leży potrzeba akceptacji, która bywa tak pożądana, że dla niej samej, człowiek jest zdolny do nadawania wartości temu (lub przyjmowaniem za wartość tego) co nią nie jest, byle tylko zostać wciągniętym na listę akceptacji przez innych... Wtedy dochodzi do rozdarcia, poczucia "zniewolenia", i buntu przeciwko dobru.

Bo jedno jest tylko prawo, według którego rozróżniamy co jest wartościowe a co nie. I nie da się go w żaden sposób nagiąć do żadnej innej potrzeby. Nie zależy od tego "co uważamy" ani "co nam się wydaje, że wiemy". Nie wmówimy sobie ani innym (a zwłaszcza umieszczonemu w nas i nieusuwalnemu oku Bożemu) że to co zrobiliśmy, powiedzieliśmy (lub dopiero zamierzamy), było, jest czy będzie dobre, i że w taki sposób należy nas "odbierać". Jeśli wiemy jaka jest prawda to przed nią nigdzie nie uciekniemy.

...Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza?Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę. Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza: tam również Twa ręka będzie mnie wiodła i podtrzyma mię Twoja prawica. Jeśli powiem: «Niech mię przynajmniej ciemności okryją i noc mnie otoczy jak światło»: sama ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie, a noc jak dzień zajaśnieje: mrok jest dla Ciebie jak światło...

Tego prawa nie da się oszukać. I tylko zgodne z nim reagowanie sprawia że czujemy się dobrze ze sobą (sumienie nam niczego nie wyrzuca). Ponadto wiemy, że nie tylko my temu prawu podlegamy, "instynktownie" szukając jego przejawów u innych ludzi. Jest to więc zasada obiektywnie wartościująca, a z racji na wyjątkową słodycz owoców jakie daje stosowanie się do niej, pożądana... Niesamowity sojusz przymusu, ze słodyczą poddania się jemu. Absolutna szczerość. Wielu, jak się ich zapyta, twierdzi że tego właśnie szuka u innych ludzi i sami tacy być pragną, i to jest zapewne prawda. Taka jest nasza natura. Ale częściej jest tak że żądamy jej od innych, samemu chowając co się da, i akceptujemy/przyjmujemy ją do wiadomości, chcemy słuchać, tylko wtedy kiedy jest dla nas wygodna, i zgodna z oczekiwaniami.

Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować (Rdz 4,6n).

Powiedzmy sobie szczerze... Dużo łatwiej jest ulec przyjemności, nawet tej rozpoznanej jako grzech, jak ją odrzucić. Tym chętniej, jeśli już od dawna praktykujemy "to coś" jako "smaczny owoc". Sumienie staje się wtedy tylko irytującym i żałosnym popiskiwaniem. W jego miejsce słuchamy super ego, zawsze gotowego dostarczyć nam kolejnych racji i  argumentów. Tak do uczynków jak i mowy, oraz konformizmu zaniedbania w jedynym i drugim. Wyrzucanych z siebie codziennie, od lat, bez zastanowienia, nieskończoną ilość razy. Bezmyślny automatyzm, tym łatwiejszy jeśli "wszyscy" wokół robią dokładnie tak samo. Albo milcząca obojętność, tresowana kiedyś na małych (niewinnych) krzywdach, by móc przełknąć coraz większe. Z drugiej zaś strony bezlitosna pogarda dla tych, którzy cierpią dokładnie na to samo ukąszenie... Kim ja jestem?! Czy jestem naprawdę inny (wyjątkowy)?

...W ateistycznym i gwałtownie antychrześcijańskim humanizmie Oświecenia wolno widzieć skrajny pelagianizm, skrajną negację grzechu pierworodnego i nieograniczoną afirmację naturalnej dobroci człowieka. Można ponadto sądzić, że zatarłszy ślady swego pochodzenia, humanizm ten, w postaci totalnej negacji granic, jakie mogłaby napotykać nasza swoboda ustanawiania kryteriów dobra i zła, pozostawił nas w końcu w tej próżni moralnej, którą dziś rozpaczliwie usiłujemy wypełnić, że obrócił się przeciwko wolności i dostarczył pretekstów do traktowania osób jako narzędzi...

Wydaje się, że ta refleksja Leszka Kołakowskiego dobrze oddaje to, co się obecnie dzieje w kulturze europejskiej. Niemniej ten problem jest przede wszystkim problemem każdego z nas. Bez uświadomienia sobie go możemy być wręcz niebezpieczni dla nas samych i dla innych i to w kontekście ostatecznym. Tajemnicę naszej nieprawości najlepiej chyba w Piśmie Świętym opisał św. Paweł w siódmym rozdziale Listu do Rzymian..." (Włodzimierz Zatorski OSB)

... łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! (Z listu do Rzymian św Pawła)

Uznając prawdę o Bogu, świecie i nas samych, przenosimy się na inny poziom życia, gdzie pokusy już nie mają dostępu.Tak to ziemia pokornych wolna jest od sideł nieprzyjaciela. Tak – bo one czerpią swą siłę z kłamstwa i zwodzenia nas pozorami dobra i zła. Kto sprawy nazywa po imieniu, kto jest pokorny, ten jest niedosiężny dla pokusy... (Szymon Hiżycki OSB)

Nie zachowując niczego dla siebie, ale całkowicie oddając Bogu, (w sakramencie pojednania) nasze najskrytsze tajemnice i pragnienia, pozbawiamy je niezwykłości, wyjątkowości (którą lubimy się pieścić, chwalić przed sobą, samobiczować), ciężaru gatunkowego, i znaczenia "potrzeby". Palący wstyd  który nami pomiatał z powodu słabości, i świadomości zakłamania, zamienia się w siłę zrozumienia i pogodzenia z przeszłością. Rodzi się też wdzięczność za doświadczenie, które nas ostatecznie przemieniło. Pojawia się łagodność dla ludzi z podobnymi do nas problemami. Gotowość do przebaczenia sobie i innym. Prawdziwie Boska cnota - Miłosierdzie

..."przebaczyć sobie” może oznaczać pełen ufności gest zgody na to, by Ktoś będący prawdą był naszym sędzią. Mówiąc jeszcze inaczej, pozwolić Bogu, by mógł nam przebaczyć i by nas kochał niezależnie od fałszywego poczucia winy wytwarzanego przez wymyślony ideał, fałszywe „ja”. Ten gest należy do najtrudniejszych w życiu człowieka, bo oznacza on śmierć naszej pychy, dumnego mniemania, że jesteśmy jedynymi sędziami samych siebie. „przebaczyć sobie” oznacza: wypuścić z ręki wyniosłe, absolutnie władanie sobą i oddać się w dziecięcym geście w ręce Boga-Ojca, pozwolić Mu, by nam przebaczył... (Włodzimierz Zatorski OSB)

Otwierają się nam oczy. Zaczynamy dostrzegać piękno w innych ludziach, otaczającym świecie. Odkrywamy, i przywracamy do życia naszą godność. Czujemy się wolni i jakby wyłączeni z chaosu, który dzieje się wokół nas. Spokojni. Zaczynamy żyć czymś innym, i pragniemy tego samego dla innych. Rozumiemy już co znaczą słowa: Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym. Przychodzić nie przestanie, ale my nie podejmujemy z tym współpracy. Co najwyżej staje się narzędziem (okazją) do wzrostu, potwierdzenia naszej naturalnej skłonności do cnoty, i do dziękczynienia Stwórcy wszystkiego we wszystkim, za mądre doświadczenie. Albo też, jeśli posiadamy ten Boży spryt (bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie) próbujemy, to co rozpoznaliśmy jako pokusę, wyzyskać ku dobremu. 

Pragniemy wytrwać w tym stanie. W wierności prawu, które dotychczas wydawało się opresyjne, i niemożliwe do wypełnienia wobec ogromu natarczywości pokus. Przymus staje się wolną wolą. Równie łatwą, naturalną, a wręcz niezbędną, jak oddychanie... Owocem takiego "stanu ducha" są: 

...miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność,łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami...

...i trzeba tylko uważać na zagrożenie płynące z poczucia zwycięstwa i wyśmiewania słabości, w których tak jak my kiedyś, ciągle tkwią inni ludzie. Obnoszenie się z chwałą "duchowych mistrzów", należną wyłącznie Bogu, i przypisywanie wszystkiego wyłącznie "silnej woli" jest prostą drogą do naszego upadku i zgorszenia słabszych. Bo skoro zwycięstwo jest moją zasługą, to łatwo wpędzić innych ludzi, którzy nie są i nie będą nigdy mną, w zazdrość lub zniechęcenie...

... Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy. Nie szukajmy próżnej chwały, jedni drugich drażniąc i wzajemnie sobie zazdroszcząc...

Wszyscy "zwycięzcy" muszą sobie wbić do głowy przestrogę Pana naszego Jezusa: 

...Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was.Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić...

Najważniejszym bowiem owocem Ducha Świętego w nas, będącym jednocześnie najsilniejszym ze "środków bojowych" przeciwko każdej złej myśli/duchowi jest pokora (czyli stawanie zawsze w prawdzie o sobie), i wrażliwość na utrapienie słabszych. Które w ramach Bojaźni Bożej (specyficznego wyczulenia a nie lęku) będą nam przypominać o tym, że ciągle jesteśmy narażeni na upadek. Bez wsparcia, tj. bliskiej relacji z Ojcem - źródłem cnót, i naszego zwycięstwa, nie damy po prostu rady wszystkim subtelnym zasadzkom przeciwnika. To jest inteligencja daleko przekraczająca nasze własne umiejętności rozpoznawcze, która by osiągnąć dalekosiężny cel, a jest nim wbicie klina między Boga a człowieka, potrafi wykorzystać nawet dobrą intencję... bo widzi po naszych reakcjach (aktach woli) jakim skłonnościom ulegamy i jakich argumentów w związku z tym nam dostarczyć byśmy ulegli... To prawda że zły jest głupi jak but, bo z Bogiem nikt nie wygra, ale na nas jego głupota wystarczy z okładem. Zwłaszcza że charakteryzuje się nachalnością i bezczelnością. Chodzi mu o pochwycenie woli, i upokorzenie w rozpaczy na wieczność każdego jednego egzemplarza, stworzonego "na obraz i podobieństwo" Boga. Nie cofnie się przed niczym, aby tylko wciągnąć człowieka do swojej gry.

...Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem,od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka... (z listu św Pawła do Efezjan)

"...Bóg nie chce wszystkiego za nas robić – stworzył nas po to, byśmy z Nim współdziałali; jesteśmy Jego sługami w zaradzaniu potrzebom pojawiającym się w życiu. Bóg nie chce nam narzucić zbawienia, uwolnienia od zła – bez naszej woli i naszego udziału. Gdyby to zrobił, tym samym odebrałby nam wolność, największą wartość, jaką zostaliśmy przez Niego obdarowani. Zamiast partnerami, bylibyśmy Jego niewolnikami.

Ale On nie tylko wskazuje drogę zbawienia i mówi, co mamy robić, ale sam staje się jednym z nas w walce ze złem! Dlatego opowiada się po stronie człowieka pokrzywdzonego, ubogiego, słabego. W odpowiedzi na pytanie o Jego rolę wobec zła na świecie, staje jako Człowiek, słaby i ubogi, po stronie dobra. Przyjmuje na siebie cały ciężar zła i grzechu, aby na krzyżu je pokonać. W ten sposób nie odbiera nam wolności. Wzywa, ale nie narzuca, wzywa do tego, abyśmy poszli Jego drogą..." (o Włodzimierz Zatorski)... Tylko w tym sojuszu zwyciężymy.

River (Leon Bridges) by Keara Graves

Owca - Psalm 131




7 komentarzy:

  1. Dzięki serdeczne za wskazówkę/podpowiedź odnośnie miejsc(a) obecnej Twojej aktywności...
    Pozdrawiam


    OdpowiedzUsuń
  2. Rozważania/prawdy zawarte w powyższym tekście jakże zrozumiałe, niby proste w zastosowaniu/postępowaniu/użyciu, by być, stać się człowiekiem zintegrowanym z Najwyższym. Celem zwycięstwa...
    Mądry, pouczający wpis.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niczego na tym świecie nie można być pewnym, zwłaszcza siebie... To uwalniające odczucie niejako "zmusza" do poszukiwania i wiary w absolutną pewność jaką jest Bóg, w osobie Jego wcielonego Syna. Tylko z Nim, przez Niego, i dla Niego człowiek ma szansę chodzić pewnie po ziemi. Trudno to wytłumaczyć ludziom którzy traktują wiarę jak kaganiec dla "wolności". W zasadzie jest to niemożliwe bez Bożej łaski, i takiego doświadczenia które brutalnie obnaży wszystkie nasze bożki i zburzy ołtarzyki które sobie na tym świecie stawiamy w poszukiwaniu chwili szczęścia... Takie jest moje doświadczenie. Może komuś jeszcze się to kiedyś przyda. W życiu piękne mogą być nie tylko chwile. I wcale nie żyje się raz. Ktoś kto wymyślił ten chwytliwy slogan, po prostu zrzucił z siebie odpowiedzialność za całą istotną resztę. Człowiek nie dzieli się na chwile i resztę bo jest świadomy wszystkiego na raz.

      Usuń
  3. Pełna zgoda Odysie...
    Myślę sobie, że bardzo dużo - żeby nie powiedzieć wszystko - zależy od stopnia świadomości/wiedzy danego człowieka (ludzi) dotyczącej religii/wiary, przede wszystkim Boga.
    Dobrego wieczoru:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiara jest łaską, z którą "trzeba" współpracować jeśli ma być żywą relacją, a nie tylko garścią mądrych regułek/zasad by sobie zasłużyć na radość/szczęście. Dlatego bez zmiany myślenia, do którego nas świat od małego przyucza, nic nie da największa nawet wiedza teologiczna i przyrodnicza. Nic nie da dostrzeganie i piękne opisy absolutu w przyrodzie, bo głowa pełna logicznych i empirycznych doświadczeń to nie serce... Wielu ludzi naprawdę nie głupich i wierzących na swój sposób w Boga, w rzeczywistości jest od niego bardzo daleko, a czasem zachowuje się wręcz bezczelnie rzucając Bogu wyzwanie. Tymczasem ludzie prości (jak ich Pismo Święte nazywa) żyją w "nieświadomości" bardzo blisko Niego. Nie potrafią za bardzo mówić, czy pisać o wierze i Bogu, ale życiem i nieudawaną prostotą obycia z drugim człowiekiem są Jego świadkami i robotnikami w Jego winnicy... Nie są zakłamani bo nie palą drugą ręką ogarka diabłu, od czego niestety nie potrafią się uwolnić "bystre" umysły zakochane we własnej inteligencji świadomości/wiedzy czy innym talencie (zwłaszcza w tzw "sztukach wyzwolonych")... Broń Boże nie chcę tu generalizować, ale niestety tak to wygląda z perspektywy moich osobistych doświadczeń. Co z tego że ktoś jest miły, łagodny, ładnie/mądrze mówi, słowem jest przyjemny/atrakcyjny interesujący dla ucha i oka, skoro po cichu sączy jad i truciznę, albo wpada we wściekłość kiedy ktoś nie poddaje się jego urokowi. Albo pod wpływem pierwszych lepszych trudności w życiu, zapomina o tym pięknie które widział i opisywał do tej pory, i zaczyna oddawać hołd czemuś innemu bo Bóg go rozczarował. Prości ludzie bywają w takich sytuacjach po prostu marudni, ci drudzy natomiast nie poprzestają na marudzeniu - muszą swój bunt wyrazić bardziej dobitnie.

      Usuń
  4. Tak, to prawda. Bardzo ładnie opisałeś/wyjaśniłeś, poszerzyłeś temat o swoje - słuszne - spostrzeżenia.
    Dzięki! Dobrego dnia:)


    OdpowiedzUsuń